Lichwiarskie kredyty
Po chwilowym zastoju spowodowanym skutkami kryzysu, banki wznawiają akcję kredytową – kredyty wracają do łask. Wcześniej czy później taka reakcja ze strony banków była do przewidzenia, bowiem właśnie z udzielanych kredytów banki żyją. Wprawdzie teraz będzie nieco trudniej z uzyskaniem kredytu, ale kredyty hipoteczne, kredyty samochodowe, kredyty bez bik, zaświadczeń oraz szereg innych są już dostępne na rynku kredytowym. Poza tym banki łągodzą swoją politykę kredytową, ponieważ liczą na większe wpływy do bankowej kasy.
Tymczasem odzywają się głosy, że korzystanie z usług bankowych to świadoma zgod na zwykłą tandetną lichwę. Ponoć – jak napisał dziennik gazeta prawna – nasze banki zdzierają ze swoich klientów więcej niż zwykli lichwiarze, a prawdziwe koszty kredytu sięgają nawet 60 i więcej procent. W informacji tej podano, że rzeczywista stopa oprocentowania kredytu w getin banku przekracza nawet 60 procent, w eurobanku i paribas fortis sięga 57%, a w bph, boś i pocztowym przekracza 40%. Tylko w volkswagen bank direct i nordea kredyt będzie nas mniej kosztował niż 20 %. Zazwyczaj banki podają tylko oprocentowanie kredytu nie wymieniając innych kosztów takich jak chociażby: prowizji za udzielenie kredytu, opłaty przygotowawczej, czy też wykupienie ubezpieczenia, nie wspominając o marżach. Banki oczywiście całą wine zwalają na kryzys, który dyktuje im takie a nie inne postępowanie. Jest to oczywiście tłumaczenie dla naiwnych, których zresztą nie brakuje, ale komisja nadzoru finansowego powinna dobrać się tym bankom do skóry.
- Jest to oczywisty skandal, bowiem klient najczęściej nie zdaje sobie sprawy z praktyk jakie banki stosują. Tymczasem banki nic sobie nie robią z instytucji nadzorczych i w majestacie prawa i ustawy antylichwiarskiej łupią swoich klientów. Pierwszy z brzegu przykład. Ulotka reklamowa getin banku: „Prosto i wygodnie, kredyt gotówkowy nawet do 50 000 złotych, bez zgody współmałżonka do 20 000 złotych, proste pożyczki, kredyt konsolidacyjny do 50 000 złotych, itd.” Jedyny dopisek do tej „super” oferty jest taki, że na klienta czeka atrakcyjne oprocentowanie. Jeżeli ponad 60 procent jest atrakcyjnym oprocentowaniem to pogratulować bankowi takiej oferty. I jeszcze jedno. Do niedawna narzekaliśmy – i słusznie – na firmy pożyczkowe, które w podobny sposób manipulowały kosztami i klientami. Podawały jedynie oprocentowanie, które w niektórych przypadkach rzeczywiście było atrakcyjne, ale nie podawały dodatkowych opłat, a więc rzeczywistego kosztu kredytu. Teraz robią tak samo banki, które w taki sposób mogą sobie pozwolić na kredyty bez bik, czy innych zaświadczeń. Przecież polski rynek finansowy to nie dziki zachód i takie działania powinno się jak najszybciej ukrócić – powiedział jeden z pytanych na tę okoliczność klientów banku.