Wypłaty w marcu
Rządowy pomysł o kredytowaniu nauki studenckiej braci, czyli kredyty studenckie, był dobrym pomysłem, jednak z jego wykonaniem jest już o wiele gorzej. Problem polega na tym, że resort nauki i szkolnictwa wyższego oraz banki niestety nie stają na wysokości zadania. Resort, ponieważ decyzja o maksymalnym dochodzie miesięcznym na osobę zapadła dopiero w połowie grudnia / trudno przewidzieć kiedy otrzymały ją banki/, natomiast banki jeszcze bardziej wydłużają uruchomienie kredytów studenckich i wszystko wskazuje na to, że wypłaty rozpoczną nie wcześniej niż w marcu. To prawda, że kredyty studenckie nie są dla banków zbyt wielkim biznesem, ale skoro już podjęły ten temat to powinny poważnie potraktować żaków, którym pieniądze z kredytów studenckich są bardzo potrzebne. Dla studentów to wielka sprawa, ponieważ mogą przynajmniej w dużej części, sfinansować swoją naukę.
- 600 złotych miesięcznie to poważny zastrzyk w żywej gotówce, dlatego pomoc taka jest wprost nie do przecenienia. Ale konia z rzędem temu kto wie o co tak naprawdę urzędnikom chodzi, skoro na pierwszą transzę muszę czekać aż do marca – denerwuje się jedna ze studentek.
Ma rację studentka, poruszająca ten problem, bowiem ministerialni urzędnicy sprowadzili ten temat niemal do absurdu. Rok akademicki rozpoczyna się 1 października i to właśnie w tym początkowym okresie nauki żakom najbardziej potrzebne jest finansowe wsparcie. Tymczasem resort, a za nim banki każą czekać na wypłatę pierwszych pieniędzy aż do lutego/ przynajmniej termin ten obowiązywał do niedawna/. Na nic zdają się protesty i interwencje w tej sprawie, MEN z oślim wprost uporem trzyma się swoich wcześniejszych ustaleń. Okazuje się jednak, że to nie wszystko co przygotował studentom resort szkolnictwa wyższego oraz banki.
- To prawda 21 stycznia otrzymałam z banku pismo, z którego treści wynika wprawdzie, że kredyt studencki mi przyznano, ale do 15 lutego mam jeszcze dostarczyć dokumenty potwierdzające dochody poręczycieli oraz oświadczenia poręczycieli o ich sytuacji finansowej. Jakby tego nie można było załatwić w chwili składania dokumentów.
Skoro banki każą studentom uzupełniać dokumenty kredytowe do 15 lutego 2010 roku to należy przypuszczać, że pieniądze zaczną wypłacać dopiero w marcu. A więc prawie pół roku od inauguracji roku akademickiego. Gdzie sens gdzie logika? Resort już dawno powinien zweryfikować swoje ustalenia dotyczące terminów rozpatrywania wniosków oraz decyzji o przyznaniu kredytów. Pieniądze studentom najbardziej potrzebne na początku roku, a nie w prawie w jego połowie…